sobota, 2 sierpnia 2014

Koci szlak

Obiecywałam, że kolejna notka będzie zawierać bardziej ambitne treści, a tu - masz ci los - stylizacja! Cóż jednak poradzić, nie przewidziałam, że po drodze wydarzy się coś, co wymusi na mnie drobną zmianę planów. Na dniach Ra dokonała cudu i wyciągnęła mnie na dość spontaniczną (przynajmniej z mojego punktu widzenia) wycieczkę na Księży Młyn. Pogoda nie sprzyjała, lecz mimo to czas spędzony pośród zabytkowych cegieł minął zaskakująco szybko i zaowocował ciekawymi zdjęciami. Dla mnie jest to szczególnie miła odmiana, w końcu do tej pory miałam zwyczaj fotografowania kreacji na łonie natury (o kanapowych sesjach nie wspominając), co na dłuższą metę zaczynało być dość monotonne. Tym bardziej nie szkoda odroczyć publikację ambitnej notki na rzecz zdjęć z okolic Kociego Szlaku.
Podstawą stroju, który miał umożliwić mi przeżycie diabelsko wysokiej temperatury była spódnica Floral Pinafore od Infanty. Pierwotnie posiadała ona iście fartuszkowe szelki oraz urocze guziki w kształcie serc, które wywoływały mój naiwny zachwyt w pierwszych latach jej użytkowania. Jednak z czasem obudziła się we mnie bezlitosna dla loliciej słodyczy istota, która z zapałem to wszystko wypruła i teraz spódnica wygląda podobno jak ładny offbrand. Innymi słowy zdecydowanie lepiej wpisuje się w moją obecną estetykę. Oczywiście nadal jest dla mnie za krótka, a ze względu na upał zabrakło pod spodem petticoat, więc tym bardziej nie ma mowy o loliciej stylizacji. Ale kto by się tym przejmował. Spódnicę uzupełniła biała bluzka na ramiączkach, stylizowana na cepeliowski gorset. Niestety do tej pory jej tutaj nie pokazywałam, muszę to koniecznie nadrobić, bo nawet sama w sobie jest wyjątkowo piękna.
Na całość narzucona została jeszcze rozpinana tunika rodem z cult party kei. Jej długie szyfonowe rękawy wbrew pozorom wcale nie przeszkadzają podczas upału, wręcz przeciwnie dają wrażenie chłodu oraz ochronę przed niechcianą opalenizną. I chociaż jestem fanką falujących na wietrze tkanin, postanowiłam ujarzmić nieco tunikę za pomocą mojego ulubionego brązowego paska. Jest on już zapewne dobrze znany, używam go praktycznie w każdej mojej letniej kreacji, aż powoli zaczyna się to robić nudne. Tym bardziej, że gdzie ów pasek, tam także mała brązowa torebka w stylu retro oraz równie brązowe sandały.
Jeśli zaś chodzi o biżuterię, to jak zwykle w moim przypadku jest dość ubogo. Tradycyjnie nie mogło zabraknąć wisiorka na szyi, wybór padł więc na sekretnik w kształcie medalionu z perełkami. Jest to dość wiekowe już dzieło firmy Avon, lecz ja - o zgrozo - wylicytowałam go na aukcji. Medalion posiadał bardzo długi łańcuszek bez zapięcia, zakładało się go po prostu przez głowę. Długość łańcuszka mi nie odpowiadała, dlatego postanowiłam go skrócić i wyposażyć w odpowiednie zapięcie. Teraz prezentuje się moim zdaniem o wiele lepiej.
Zazwyczaj naszyjnik w zupełności mi wystarcza, jednak tym razem wyjątkowo doszłam do wniosku, że wypada umieścić także coś we włosach. Mam tylko jedną parę spinek w kolorze starego złota, nie pasują one jednak do prezentowanego wcześniej naszyjnika, ponieważ posiadają czarne kamienie. Musiałam wymyślić więc coś innego i wpadłam na dość banalny pomysł - wzięłam najzwyczajniejszą na świecie, chińską opaskę z plastikowych perełek i przypięłam do niej jedną z moich ulubionych broszek. Efekt końcowy wyjątkowo przypadł mi do gustu i na pewno jeszcze nie raz wykorzystam go w przypadku innych stylizacji.
Natomiast wachlarz, który jest tworem całkowicie offbrandowym, nie był przeze mnie w ogóle brany pod uwagę jako element stylizacji. Zabrałam go ze sobą z przyzwyczajenia, latem bardzo się przydaje i zawsze pakuję go do torebki, gdziekolwiek bym się nie wybierała niezależnie od tego, czy pasuje kolorem i klimatem do mojego ubrania. Tym razem pasował, lecz nie zwracałam na to na początku większej uwagi. Wkomponował się w pierwszą fotografię dość przypadkowo i dopiero wtedy pomyślałam, że to faktycznie ciekawy pomysł. Powinnam częściej go używać, moje zdjęcia z udziałem wachlarza są o wiele bardziej znośne>D
Wiedziona instynktem, nawet pośród tak klimatycznej architektury musiałam wypatrzeć miejsce wypełnione zielenią, na tle której postanowiłam zrobić sobie zdjęcie. Przy okazji udowadnia ono, że nazwa "Koci Szlak" nie odnosić się jedynie do symbolu wydawnictwa rezydującego w jednym z okolicznych budynków. Kotów w tej okolicy nie brakuje, lecz wszystkie zgodnie ze starodawnym kocim zwyczajem nie zwracają najmniejszej uwagi na wędrujących po ich terenie przechodniów, niezależnie od tego, jak ciekawe są ich stroje.
Po więcej klimatycznych zdjęć Łodzi (i nie tylko) zapraszam do Pani w czarnym kapeluszu.

9 komentarzy:

  1. Nie widać różnicy~ >D (ojej, teraz sprowokuję ludzi do szukania jej >D) I domagam się zdjęcia twarzy >D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje włosy nikogo nie obchodząXD
      Ja się domagam zjadanego kapelusza>D

      Usuń
  2. Muszę ze smutkiem przyznać, że coraz mocniej uwielbiam Cię w jasnych kolorach.
    Stylizacja jest dokładnie taka jaką sama chciałabym zrobić, ale brak mi odwagi by zaopatrzyć się w coś nieczarnego. Pomysł z opaską i broszką jest naprawdę świetny, a spódnica po przeróbkach prezentuje się dużo lepiej.
    Podoba mi się zdjęcie z wachlarzem, na którym widać Twoje kocie spojrzenie (tajemnicze, z jakąś dziwną iskrą budzącą niepokój - chociaż zapewne powiesz, że jest ono zwykłe >D )

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wyglądasz, ta spódnica jest prześliczna i chwilowo wydawało mi się, że to... sukienka (!) chyba pora odwiedzić ponownie okulistę... -_-"
    Pomysł z broszką jest genialny, ta ozdoba przypadała mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu ja nie widziałam tego posta? D: Fajnie wyglądasz, zazdroszczę, że masz z kim i jak wyjść na miasto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, wyglądasz ślicznie :D Cała stylizacja jest zjawiskowa, bardzo podoba mi się spódnica! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Miło mi, że strój się podoba. Spódnicę pozbawiłam szelek, ale wydaje mi się, że wyszło jej to na dobre^^'

      Usuń