piątek, 3 sierpnia 2012

Elegant Gothic Lolita Pyon Pyon Coat

Bardzo długo się nad tym zakupem zastanawiałam i wydałam na niego niemal ostatnie pieniądze, ale wreszcie jest i w końcu mogę napisać w miarę rzetelną - mam nadzieję - recenzję dla potomności. Będzie ona dotyczyła rzecz jasna płaszcza w stylu elegant gothic lolita od Pyon Pyon.
Płaszcz zakupiony został za pośrednictwem sklepu Restyle, a marka to oczywiście Pyon Pyon. Wybrałam przesyłkę kurierską, nie tylko dlatego, że szybciej dociera do kupującego, ale również ze względu na cenę – cennik Restyle dla przesyłki kurierskiej wynosi 12 zł, natomiast dla poczty polskiej 15 zł z groszami. Jak widać na załączonych zdjęciach płaszcz po wyjęciu z opakowania był bardzo pognieciony>< Sądzę, że był to główny powód tego, że po rozpakowaniu płaszcza nie padłam od razu na kolana.
Z góry powinnam uprzedzić, że płaszcz ma bardzo ładny czarny kolor. Nie jest on może kruczoczarny, ale znacznie ciemniejszy niż pokazują to zdjęcia, które wyszły nieco rozjaśnione (a żaden program, w którym można by to poprawić nie chce ze mną w tej chwili współpracować). Płaszcz ma naprawdę ładny krój, z podkreśloną talią, którą można dodatkowo regulować paskiem oraz mocno rozkloszowany dół.  Wykonany jest z miękkiej dzianiny (która jak już wiemy niestety się gniecie), jest ona jednak trochę grubsza i cięższa niż przeciętnie.

Wewnątrz natomiast obszyty jest bardzo miłym i faktycznie całkiem ciepłym polarem. Niestety, sama dzianina wraz z polarem - choć faktycznie ciepła - raczej nie nadają się na naszą polską zimę bez dodatkowej warstwy izolującej w postaci ciepłego swetra, dlatego faktycznie warto kupić ten płaszcz w rozmiarze większym. Zwłaszcza, że rozmiarówka jest nieco zawyżona i kupiony przeze mnie rozmiar M na mnie jest niestety przyciasny w biuście.
 
Jak widać producent zadbał przede wszystkim o wyraźne logo, naprawdę ładnie wyhaftowane na polarowej podszewce. Polar wyściela niemal cały płaszcz, łącznie z kapturem, ale niestety nie ma go już wewnątrz rękawów, co może trochę rzutować na komfort noszenia tego okrycia zimą. Jednak ja nigdy nie zakładam zimowego płaszcza bezpośrednio na krótki rękaw, więc nie powinno mi to przeszkadzać.
Ponieważ płaszcz ma typowo lolici krój i jest mocno rozkloszowany nie sposób nosić go bez halki. Rozłożony na płasko być może nie powoduje przyśpieszonego bicia serca, ale na manekinie z odpowiednią petticoat pod spodem prezentuje się naprawdę godnie. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, o czym już pisałam - mój manekin jest trochę większy niż ja i płaszcz za bardzo się na nim opina, co trochę psuje efekt.
Przejdźmy do szczegółów. Guziki niestety są bardzo słabo przyszyte, trzymają się niemal na pojedynczych nitkach. Jednak do tego jestem już akurat przyzwyczajona, podobnie było z fioletowym płaszczem z Bodyline, tam również musiałam własnoręcznie przyszyć guziki.
 
Same guziki natomiast są plastikowe, obszyte materiałem przypominającym welur i faktycznie stanowią bardzo ładną ozdobę całości, jednak ich jakość jest kiepska. Linia przyszycia guzików ozdobiona jest tradycyjną koronką z motywem kwiatowym, a brzegi wykończone są koronkową taśmą z przewleczoną czarną wstążką. Wygląda to wyjątkowo pięknie, ale jeśli przyjrzeć się bliżej to niestety widać, że koronka się pruje w okolicy dziurek na guziki i wystaje z niej wiele nitek.
Teraz kieszenie. Jak wiele innych elementów płaszcza obszyte są sztucznym futerkiem. Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie fakt, że są one całkiem pojemne. Bez trudu zmieścić można w nich rękawiczki, chociaż z trzymaniem rąk w owych kieszeniach może już być problem.
 
Rękawy, tak jak kieszenie, obszyte są futerkiem i dodatkowo ozdobione koronkową taśmą ze wstążką, taką samą jak przy linii guzików. Wewnątrz znajduje się wspominana już śliska poliestrowa podszewka. Niestety jest ona trochę nieumiejętnie przyszyta przy brzegach rękawów, ale na szczęście nie jest to aż tak widoczne. Poza tym muszę przyznać, że rękawy są jednak trochę krótkie, a ich długość jest mniejsza niż zostało to podane w tabeli na stronie sklepu. Co prawda gdy trzymam ręce opuszczone rękawy wydają się być odpowiedniej długości, jednak gdy podnoszę je by np. założyć kaptur odsłaniają się już całe nadgarstki. Różnica między długością rękawów przy każdym rozmiarze wynosi tylko jeden centymetr, tak więc nawet gdybym wzięła rozmiar L nic by to nie zmieniło.
Również dolny brzeg rozkloszowanego płaszcza obszyty jest szerokim pasem czarnego sztucznego futra. Jest ono całkiem dobrej jakości, przede wszystkim nie "wychodzi" gdy mocniej pociągniemy za włókna. Jednak trzeba przyznać, że trochę za bardzo się błyszczy, co może wydawać się nieco tandetne. Mam mimo wszystko nadzieję, że gdy nadejdzie zima i słońce nie będzie świeciło tak mocno jak teraz nie będzie się to aż tak rzucało w oczy.
 
Przejdźmy teraz na tył. Tutaj widać dokładnie pasek znajdujący się w talii, za pomocą którego można ją regulować i który wiąże się z tyłu na kokardę. Pasek przyszyty jest na stałe po bokach talii, a dodatkowo na miejscu przytrzymują go dwie symetryczne szlufki. Pasek wykonany jest z tego samego materiału co zewnętrzna strona płaszcza a jego końce wykończono znajomą już taśmą koronkową. Niestety jest on trochę za krótki przez to kokarda wychodzi mała i niewygodnie się ją wiąże. Staje się ona również nieco nieporęczna gdy chcemy się gdzieś oprzeć plecami.
Przyjrzyjmy się teraz ostatniemu już, w dodatku chyba najbardziej interesującemu elementowi płaszcza - pelerynce z kapturem. Tak jak kieszenie, rękawy i dół płaszcza, tak samo brzeg samej peleryny razem z brzegiem kaptura okalającym twarz obszyte są tym samym czarnym, sztucznym futerkiem. Pod szyją znajdują się dwa bardzo długie troczki zakończone futrzanymi pomponami, które można zawiązać na kokardę. Warto wspomnieć o dwóch rzeczach - długość troczków wcale nie jest przesadzona, bo właśnie dzięki temu można zawiązać ładną kokardę. A po drugie troczki nie są jednocześnie ściągaczami kaptura i nie można regulować w ten sposób jego szerokości.
 
Sama pelerynka okrywająca ramiona jest również wykonana z tego samego materiału co płaszcz, jednak pokryta jest dodatkowo czarną koronką, co rzeczywiście tworzy bardzo ciekawy efekt wizualny, jednak może łatwo ulec uszkodzeniu i choć na razie jeszcze nic się tu nie strzępi to należy być ostrożnym, by nie zawadzić niczym o tak delikatną koronkę.
 
Patrząc na zdjęcia sklepowe byłam pewna, że peleryna z kapturem są na stałe przyszyte do płaszcza już na wysokości ramion. Tymczasem okazało się, że samą pelerynkę można bez problemu podnieść na wysokości ramion aż do miejsca łączenia z kapturem. Szczerze mówiąc nie wiem czemu ma służyć takie rozwiązanie. Wydaje mi się wręcz, że może momentami nieco utrudniać zakładanie płaszcza, bo za każdym razem będzie trzeba poprawiać umiejscowienie pelerynki.
 
 
Kaptur! Kaptur jest naprawdę ogromny! Gdy założyłam go na głowę sprawił, że niemal cała moja twarz zniknęła w jego odmętach. Być może nie wszystkim przypadnie do gustu takie rozwiązanie, ale ja uważam je za bardzo trafione w płaszczu na zimę. Dzięki temu cała nasza głowa i twarz będą szczelnie chronione przez zimnym wiatrem i bez problemu pod tym kapturem zmieści się każda, nawet spora czapka czy inne zimowe nakrycie głowy. Co poza tym? Kaptur wykonany jest z tej samej dzianiny co cały płaszcz, a jego wnętrze dodatkowo wyściela wspominany już polar. Brzegi obszyte są futrem a z tyłu, przez środek głowy biegnie pionowy pas ozdobnej czarnej koronki.
A na sam koniec małe porównanie z moim drugim płaszczem firmy Bodyline (opis fioletowego płaszcza tutaj ***klik*** ). Już na pierwszy rzut oka widać, że płaszcz z Pyon Pyon jest trochę dłuższy (dokładnie o 7 cm). Fioletowy dodatkowo nie ma oczywiście pelerynki z kapturem (musiałam ją sobie wykonać sama, tutaj pokazany jest proces powstawania ***klik*** ). Chodziłam w nim co prawda zimą, ale trzeba się było wtedy dodatkowo opatulać długim i szerokim szalikiem, by było ciepło, nie zapominając oczywiście o czapce (wspomniana stylizacja pokazana tutaj ***klik*** ).
Tak prezentuje się pelerynka do płaszcza z Bodyline, wykonana przeze mnie.
 
Oba płaszcze wykonane są z bardzo podobnego materiału. Bodyline'owy wydaje się być mimo wszystko lepszej jakości (przynajmniej w dotyku), jednak nie jest ani grubszy ani wcale cieplejszy od Pyon Pyon. W dodatku fioletowy płaszcz z BL ma wewnątrz tylko poliestrową podszewkę, w przeciwieństwie do polarowego wykończenia drugiego płaszcza.
Fioletowy ma poza tym znacznie płytsze kieszenie, zmieści się w nich niewiele, natomiast kieszenie w czarnym płaszczu PP w porównaniu z Bodyline są naprawdę praktyczne. Jednak płaszcz z BL ma zdecydowanie przewagę jeśli idzie o pasek regulujący talię - jest on zdecydowanie dłuższy, trochę lepiej ozdobiony i pozwala się zawiązać w naprawdę ładną, klimatyczną kokardę.
Podsumowując płaszcz Pyon Pyon zdecydowanie bardziej nadaję się na zimę niż fioletowy od Bodyline, jednak na srogie mrozy również bym go nie polecała. Wykonanie płaszcza Pyon Pyon być może nie powala na kolana i nie odbiera mowy, jest w nim kilka błędów i niedociągnięć, ale ogólnie płaszcz jest moim zdaniem naprawdę piękny i bardzo klimatyczny. Jaka byłaby moja ogólna ocena tego płaszcza? Sądzę, że 7/10. Za cenę 259 zł nie spodziewałam się żadnych fajerwerków (szczególnie od Pyon Pyon), zwyczajne płaszcze w rodzimych sklepach są droższe, a tutaj zostałam całkiem pozytywnie zaskoczona. Sądzę, że płaszcz jest wart zakupienia, jeśli ktoś nie jest przesadnie wymagający wobec odzieży wierzchniej i dobrze znosi zimowe chłody.

5 komentarzy:

  1. świetny jest ten płaszcz, też się zastanawiam, czy go nie kupić^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Z jakiej strony został zamówiony ten fioletowy? C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fioletowy zamówiony był z Bodyline, ale jest już tam niedostępny.

      Usuń
  3. Hej:) Jakiej długości halkę ubrałaś pod płaszczyk?:) Taką pokrywającą się z długością płaszcza, czy krótszą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:) Halka była nieco krótsza niż sam płaszcz, kończyła się mniej więcej na wysokości czarnego futerka. Oczywiście prócz halki miałam pod spód założoną także obszerną spódnice, która dodatkowo spotęgowała efekt.

      Usuń