sobota, 29 listopada 2014

Sailor Moon and Iwako giveaway!

Miniony tydzień był dla mnie dość ciężki, z tego też powodu zapowiadany wcześniej giveaway trochę się opóźnił. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - dzięki temu zaczynamy zabawę w wigilię świętego Andrzeja, a jedna szczęśliwa osoba dowie się o zwycięstwie dokładnie za 7 dni, w Mikołajki. Dodatkowo w najbliższy poniedziałek miną 3 lata odkąd na tym skromnym blogu pojawiła się pierwsza, równie skromna notka, co jest kolejnym dobrym powodem do przeprowadzenia pierwszego tego typu rozdawnictwa.
Słów kilka o nagrodach. Zgodnie z moją wcześniejszą deklaracją rozdany zostanie jeden breloczek Sailor Moon od Bandai. Wybrałam Kryształową Gwiazdę, gdyż z całej piątki breloków branych przeze mnie pod uwagę została ona wykonana najbardziej starannie. Jest to również przedmiot przedstawiony przez producenta w najwierniejszy sposób zarówno względem mangi jak i pierwszej wersji anime, a także (moim zdaniem) jedna z najlepiej rozpoznawanych broszek Czarodziejki z Księżyca. Będzie się również świetnie prezentować przewieszona na dłuższy łańcuszek i noszona jako naszyjnik. Breloczek jest oczywiście nowy, nieużywany i wysłany zostanie w oryginalnym foliowym opakowaniu wraz z dołączoną do niego ulotką.
Do breloczka dodany zostanie zestaw czterech gumek do ścierania japońskiej firmy Iwako. Wszystkie gumki również są nowe, każda z nich reprezentuje inny rodzaj łakoci. Zestaw rozdany zostanie wraz z plastikową tacą oryginalnie dołączoną do "słodyczy" oraz zapakowany w przewidziane przez producenta pudełko. Gumki naprawdę świetnie się sprawdzają, o samym ich wyglądzie nie wspominając, mam więc nadzieję, że warto o nie zawalczyć.
Postanowiłam, że zasady konkursu będą (w miarę) proste. Może w nim wziąć udział każdy, kto mieszka na terenie naszego pięknego kraju (gdyż nagrody wysłane zostaną do zwycięzcy za pośrednictwem Poczty Polskiej). Obserwowanie bloga nie jest konieczne (choć mile widziane^^' nie wpłynie jednak na wynik losowania), ponieważ zdaję sobie sprawę, że mogą się znaleźć zainteresowani, którzy nie mają konta na bloggerze. Koniecznym warunkiem udziału w giveaway'u jest natomiast skomentowanie tej notki. W komentarzu musi znaleźć się adres e-mail, na który po zakończeniu konkursu będę mogła wysłać powiadomienie o ewentualnym zwycięstwie. Komentarze nie mogą być anonimowe, dlatego jeśli ktoś nie posiada własnego bloga ani konta Google+, proszony jest o podpisanie się swoim imieniem. Pomyślałam również, że taki komentarz powinien zawierać coś więcej niż tylko mail i podpis, dlatego proszę zamieścić w nim odpowiedź na pytanie: dlaczego mój blog nosi nazwę "Cztery Pory Umysłu"? Nie martwcie się, jeśli nie znacie konkretnej odpowiedzi i nie szukajcie jej po wszystkich zamieszczonych tutaj notkach - chodzi o to, by wymyślić ją samemu:) Nie trzeba pisać wypracowań czy wyjątkowo się nad tym głowić. Wystarczy kilka słów, które jako pierwsze przyjdą wam na myśl. Jestem bardzo ciekawa waszych odpowiedzi.

Deadline to przyszły piątek 5 grudnia, godzina 23:59. Zgłoszenia umieszczone po tym terminie nie będą brane pod uwagę. Wylosowany zwycięzca otrzyma ode mnie 6 grudnia po południu wiadomość, na którą będzie musiał odpowiedzieć w ciągu 48 godzin. Jeżeli nie otrzymam odpowiedzi wylosowana zostanie kolejna osoba.

Wszystkim zainteresowanym i chętnym do udziału w giveaway'u życzę powodzenia♥

sobota, 22 listopada 2014

Restyle: Cemetery Gray Skirt

Odkąd spódnica trafiła w moje ręce przez myśli przewinęła mi się już nie jedna wersja tej recenzji: od bardzo agresywnej przez żałośnie rozpaczliwą. Ostatecznie postanowiłam napisać ją w chłodnym tonie, starając się zachować obiektywne spojrzenie (choć przychodzi mi to naprawdę z wielkim trudem). Postaram się ukazać tutaj wszystko co zasługuje na uwagę, lecz ostateczny osąd pozostawię wam. Przyjrzyjcie się zdjęciu sklepowemu bardzo dokładnie...
...abyście mogli je skonfrontować z rzeczywistością. A rzeczywistość prezentuje się tak. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest drastyczna zmiana koloru spódnicy. Według zdjęcia promocyjnego tło powinno być w odcieniu jasnej szarości, tymczasem to, co ujrzałam po wyjęciu zakupu z paczki przypomina mi bardziej kawę z mlekiem (lub raczej z cementem). Krój w pierwszej chwili nie budzi podejrzeń, choć przy wykonywaniu tych zdjęć zauważyłam, że rozłożenie spódnicy na płaskiej powierzchni już stanowi pewną trudność. Sprawa stała się dla mnie oczywista w chwili przymierzania cmentarza wraz z halkami. Kształt spódnicy nie pasuje do żadnej z moich petticoat, a mam ich trzy, w tym A-line od Classical Puppets, która bez wątpienia jest lepsza niż twór obecny w nowościach Restyle. Prawda jest taka, że Cmentarz najlepiej prezentuje się bez żadnej halki, jednak takie noszenie spódnicy stylizowanej na lolicią mija się trochę z celem. Dodatkowo noszenie spódnicy bez podpory utrudnia sam materiał.
Materiał określony został w opisie przedmiotu jako lejący poliester, co budziło moje niemałe obawy. Okazało się jednak, że tkanina jest jedną z nielicznych w miarę udanych elementów spódnicy. Przyjemna w dotyku i niebłyszcząca, do tego dość wiotka i cienka, dzięki czemu z łatwością układałaby się we właściwy sposób nawet na niewielkiej halce. Niestety, jak już wiemy nie jest to możliwe ze względu na nietrafiony krój spódnicy. Dodatkowo materiał ma skłonność do elektryzowania, przez co "klei się" do rajstop i podwija w górę przy chodzeniu.
Dzieje się tak głównie dlatego, że Cmentarz nie został zaopatrzony w podszewkę. Przyznaję, w opisie na stronie sklepu jej nie wymieniono, ale doprawdy nie spodziewałam się, że w spódnicy za 189 zł może takiego elementu zabraknąć. Jest to zabieg godny sprzedawców ubrań typu "japan style", oni również nie wymieniają podszewki w opisie jeśli przedmiot jej nie posiada, a reakcje niezadowolonych z tego powodu klientów kwitują stwierdzeniem, że przecież przedmiot jest zgodny z opisem. Lepiej o czymś nie wspominać niż przyznać, że tego nie ma - Restyle najwyraźniej aspiruje, aby dołączyć do grona wyżej wymienionych sprzedawców.
Co więcej, po wywróceniu spódnicy na lewą stronę naszym oczom ukazuje się całkowicie biały, niemal surowy materiał, przez który miejscami przebija print. Z doświadczenia, które nabyłam głównie za sprawą Bodyline wiem, że jasne tkaniny, na których umieszczono ciemne wzory tylko po jednej stronie kiepsko znoszą pranie i dość szybko się spierają.
Na samej górze znajduje się wąskie pasmo czarnego materiału, będącego rusztowaniem dla całej spódnicy. Ten niepozorny "pasek" moim zdaniem (a miało być obiektywnie...) stanowi najlepszy element całości. Z boku zapinany jest na dwa małe guziki, pod którymi znajduje się zgrabnie wszyty zamek błyskawiczny. Tkanina sama w sobie nie jest elastyczna, jedynie z tyłu wszyto weń gumkę, która - wyjątkowo zgodnie z opisem przedmiotu - rozciąga się dodatkowo na 5 cm. Cała konstrukcja idealnie podkreśla sylwetkę, rozmiar S pasował na mnie jak ulał zarówno przy cienkich jak i grubszych koszulach. Muszę przyznać, że pod tym jednym względem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona i tym bardziej zabolał mnie fakt, że wykonanie całej reszty woła o pomstę do nieba. Niestety sam pasek spódnicy nie czyni.
A tutaj drobna ciekawostka. Rozumiem, że ze względu na obecność gumki wszytej w materiał metka z nazwą sklepu nie mogła zostać umieszczona z tyłu, ale czy naprawdę musieli ją koniecznie wszyć z przodu, do tego centralnie na środku? Oczywiście nie przeszkadza ona w noszeniu Cmentarza, ale podczas pierwszej przymiarki doznałam dziwnego wrażenia, że jednak zakładam spódnicę tył na przód. Nie twierdzę, że metka wszyta w osobliwym miejscu to wada. Nie jest to również zaleta, ale coś co sprawia, że człowiek kwestionuje własny zdrowy rozsądek.
Wykończenie dolnej krawędzi spódnicy gipiurą wydawało się być strzałem w dziesiątkę. Po rozpakowaniu przedmiotu szybko przekonałam się, dlaczego Restyle nie zrobiło zdjęć ukazujących detale. Gipiura prezentuje się ładnie jedynie z pewnej odległości, z bliska zaś wygląda, jakby ktoś dziergał ją na drutach w wielkim pośpiechu. Daleko jej do pięknych, delikatnych, ażurowych ozdób, których używają nawet co lepsze chińskie indie brands. Co gorsza, dosłownie z każdego końca gipiury wystaje nitka, która aż się prosi by o coś zahaczyć.
Przyjrzyjmy się bliżej kolorom. Okazuje się, że spódnica jest szara jedynie na samej gorze, tuż przy czarnym pasku obejmującym talię. Następnie przechodzi w odcienie mające więcej wspólnego z brązami niż z właściwą szarością. Określeniem, które najbardziej mi tutaj pasuje jest wspominana już kawa z mlekiem. Taki układ kolorystyczny kojarzy mi się z zimowym nocnym niebem, które w naturze wygląda bardzo pięknie, ale niestety nie sprawdziło się w przypadku tej spódnicy. Tło jest w rzeczywistości znacznie ciemniejsze niż pokazują to zdjęcia producenta i czarny print nie prezentuje się na nim tak dobrze, jak nam wmawiano.
Co więcej, materiał dosłownie usiany jest małymi, jasnymi punkcikami. Jeżeli tło z założenia faktycznie miało stanowić nocne zimowe niebo, być może są to rozproszone na nim gwiazdy (lub unoszące się nad cmentarzem mgliste orby). Niestety do mnie ów pomysł, a raczej jego wykonanie zupełnie nie przemawia. Według mnie jasne punkty wyglądają, jakby ktoś hojnie opryskał spódnicę wybielaczem. Nie widzę tutaj żadnych walorów estetycznych.
I w końcu przechodzimy do samego printu. Muszę przyznać, że niezwykle mi smutno, gdy na to patrzę. Wzór, który na zdjęciu Restyle jest wyrazisty, subtelnie cieniowany i pełen detali w rzeczywistości prezentuje się po prostu żałośnie. I o ile samo ozdobne ogrodzenie jak i sylwetki drzew mimo wszystko dają sobie jakoś radę na ciemnym tle, tak cmentarz złożony z kilku rzędów różnorodnych nagrobków dosłownie zlał się w jedną wielką czarną plamę, która zajmuje 1/3 całej spódnicy. Z daleka całość wygląda niczym dwukolorowa flaga, praktycznie nie sposób odróżnić żadnych elementów. Nie widziałam jeszcze do tej pory, aby ktoś tak zmarnował potencjał tkwiący w projekcie. Aż się serce kraje...
Wydaje mi się, ze najbardziej obronną ręką wyszły z całej sytuacji sylwetki nagich drzew. Ich wspaniale rozgałęzione, pozbawione liści konary idealnie wpisują się w przywoływaną już stylistykę zimowego nieba. Jestem przekonana, że gdyby wzór na spódnicy składał się jedynie z drzew, nietoperzy oraz starego ogrodzenia, całość byłaby jeszcze do uratowania.
Tak oto rzędy nagrobków prezentują się z bliska. Niestety, nawet z tej odległości ich sylwetki są częściowo zamazane i zlewają się z otoczeniem. Trzeba dosłownie przystawić nos do materiału, żeby dostrzec wyraźnie wszystkie interesujące szczegóły. Przy okazji, mam dla was małe zadanie rodem z telewizyjnego programu dla dzieci: potraficie znaleźć kruka?
Quoth the raven: "F*ck this, I'm out!"
Tak, pośród pożerającej wszystko ciemności ukrywa się kruk. I to nie jeden! Jego obecność zdradzają jedynie jasne refleksy odbijające się na powierzchni rozpostartych skrzydeł, reszta sylwetki jest niewyraźna i ginie nam z oczu, podobnie jak wiele innych elementów.
Uchwyciłam fragment gipiury aby pokazać, że to nie zdjęcia są niewyraźne, print po prostu tak wygląda.
Cmentarz obfituje w wiele różnorodnych nagrobków, które bez wątpienia cieszyłyby oczy, jeśli tylko były dla nich osiągalne. Uznałam również, że całość prezentowałaby się korzystniej, gdyby najniższy rząd nagrobków nie wyłaniał się tak nagle z nicości, tylko rozpoczynał równo z dolną krawędzią spódnicy. Domyślam się, że zamierzano osiągnąć tutaj efekt "otulenia krajobrazu przez mrok nocy", jednak przy obecnym układzie można raczej odnieść wrażenie, że materiał został po prostu ucięty za nisko i wszystkie poetyckie zapędy wzięły w łeb.
"Nevermore Restyle, nevermore..."
Znalazł się i drugi kruk, wyraźnie strapiony całą sytuacją. Nie dziwię mu się, oba ptaszyska były by wspaniałym smaczkiem na tym princie, gdyby tylko można je było dostrzec bez wytężania wzroku i dokładnego przeszukiwania każdego centymetra spódnicy. Obrazki z serii "Gdzie jest Wally?" nie mają żadnych szans z grafiką wziętą przez Restyle na warsztat.
Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie doszukała się w princie błędu. Co prawda znalazłam tylko ten jeden nieproszony element, na tyle mały, że bez wątpienia nie widać go podczas noszenia spódnicy, ale jednak fail to fail i doszłam do wniosku, że należy zwrócić na to uwagę.
Korzystając z okazji postanowiłam porównać spódnicę Cemetery Gray z Vampire Requiem JSK od Dream of Lolita. Zdecydowałam się na taki zabieg nie tylko dlatego, że oba przedmioty utrzymane są w podobnym klimacie a printy zawierają kilka tych samych elementów, jak nietoperze czy ozdobne bramy. Chciałam również zamknąć usta zagorzałym wielbicielom Restyle, którzy mogliby powiedzieć, że to moje zdjęcia są przekłamane i niezgodne z prawdą. Miałam już styczność z takimi osobami, a ich oskarżenia pod moim adresem są niedopuszczalne. Może i nie mam najlepszego sprzętu fotograficznego na świecie, ale mogę was zapewnić, że wszystko, co się tutaj znajduje jest zgodne z rzeczywistością. I widać doskonale, który przedmiot prezentuje się lepiej. Nie zapominajmy również, że VR jest repliką.
Na sam koniec chciałam jeszcze pokazać, dlaczego materiał spódnicy na zdjęciach jest taki pognieciony. Oto powód. Wysłano ją w za dużym foliowym opakowaniu, a sam przedmiot został dosłownie zwinięty byle jak i wciśnięty do środka. Nic dziwnego, że wygląda jak psu (lub rekinowi) z gardła wyjęta i naprawdę cieszę się, że nie będę musiała sprawdzać jak znosi prasowanie. Poniżej dowód, że wysłano do mnie właściwą wersję kolorystyczną. Szkoda, że do wykonywania etykiet Restyle przykłada się bardziej niż do samych przedmiotów.
Jestem bardzo ciekawa co wy sądzicie o tej spódnicy? Mój egzemplarz został odesłany jeszcze tego samego dnia, w którym do mnie trafił. A szkoda, bo pomysł był zacny. Niestety wykonanie bardzo zawiodło (o zdjęciach wprowadzających klienta w błąd nawet nie wspomnę). Mówiąc szczerze nie sądzę, aby w przypadku innych modeli spódnic z Restyle sprawa wyglądała inaczej, ale kto wie, być może się mylę. Nie zamierzam jednak sprawdzać słuszności tej teorii na własnej skórze. Ochota na zakupy w tym sklepie z miejsca mi przeszła. Wcześniej otrzymywałam przedmioty z drobnymi wadami, jednak ta spódnica to zdecydowanie mój najgorszy nabytek.