środa, 17 września 2014

Vampire kitsch

Podczas robienia małych porządków na Szafie odkryłam, że jedna stylizacja z bardzo odległych czasów nigdy się tutaj nie pojawiła. Zdziwiło mnie to, ponieważ doskonale pamiętałam jaka byłam z niej dumna te dwa lata temu w chwili uwieczniania jej na zdjęciach. Jednak od tamtego czasu mój gust uległ wyraźnej zmianie i teraz patrzę na te fotografie z ironicznym uśmiechem na ustach i lekkim rumieńcem wstydu. "Błędy młodości", chciałoby się rzec.
Dlaczego więc zdecydowałam się pokazać ów kreację, zamiast pogrzebać ją na wieczność w czasie i przestrzeni? Otóż w kwestii rysunków oraz stylizacji zawsze byłam zdania, że ciężkie początki jednych mogą być dobrą lekcją dla innych - najlepszym dowodem na to, że każdy musiał od czegoś zacząć, każdy popełniał błędy i ocierał się o śmieszność. I nieważne jak bardzo byśmy się teraz tej "przeszłości" wstydzili, jeśli pośród licznych prób natrafiliśmy na coś, co w końcu sprowadziło nas na właściwą ścieżkę, to czasu na ich popełnianie nie można uznać za stracony. Drugi zaś powód jest prosty - wreszcie będzie się można tutaj trochę pośmiać.
Jest jednak jeszcze i trzecie uzasadnienie, chciałam przypomnieć jak niegdyś wyglądała moja fryzura. I nie chodzi mi tutaj o jakże charakterystyczny hime cut, który już dawno odszedł w zapomnienie, ale o długość moich włosów. Ogarnęła mnie bowiem taka właśnie nostalgia związana z faktem, że nie tak dawno postanowiłam moje włosy skrócić. Efekty podziwiać można było w ostatniej stylizacji. Zdaję sobie sprawę, że dla postronnego widza różnica w długości może być praktycznie niezauważalna, jednak ja odczuwam ją bardzo dotkliwie. Jeśli kiedykolwiek miałyście, moje drogie czytelniczki, włosy niemal do pasa przez kilka ładnych lat swojego życia i nagle z TEGO przeszłyście w TO, zrozumiecie o czym mówię.
Uczucie, gdy machinalnie odgarniam włosy do tyłu i po chwili zauważam, że kończą się one znacznie szybciej niż kiedyś jest doprawdy dziwne. I chociaż od wizyty u fryzjera minął już ponad miesiąc nadal nie mogę się przyzwyczaić. Mimo tego, że po ścięciu faktycznie zauważyłam widoczną poprawę kondycji włosów co powinno mnie cieszyć i utwierdzać w przekonaniu, że podjęłam właściwą decyzję, nadal tęsknię za ich dawną długością...
Wróćmy jednak do sedna sprawy, czyli do mojej kiczowatej wampirzej stylizacji. Nie bez powodu miała ona (w moim ówczesnym przekonaniu) nawiązywać do tematyki wampirów, skomponowałam ją bowiem specjalnie na premierę filmu Tima Burtona pt.: "Mroczne cienie". I, o zgrozo, dokładnie tak się na nią wybrałam. Teraz na samą myśl, że mogłabym gdziekolwiek wyjść tak ubrana robi mi się słabo. I jeszcze ta petticoat wystająca spod przykrótkiej spódnicy... Usprawiedliwia mnie chyba tylko fakt, że sam film był całkiem umyślnie oparty na równie kiczowatej stylistyce co mój strój. Poszczególne elementy również nie są wybitnie zachwycające: czerwona bluzka z czarną "siatką" od Queen of Darkness, spódnica z żyrandolami od Punk Rave (pod nią halka z Dear Celine) i błyszcząca jak diabli offbrandowa torebka w kształcie serca. Nawet buty marki Demonia, w których byłam niegdyś szaleńczo zakochana, obecnie nie budzą we mnie żadnych emocji. Wszystkie te rzeczy już dawno opuściły moją garderobę. Jedynymi dodatkami, które przetrwały próbę czasu okazały się być pierścionek Immortal Kist oraz naszyjnik Death of a Vampire, oba od Alchemy Gothic. Nadal uwielbiam je nosić, ale już nigdy nie połączę ich jako "komplet". Co za dużo to niezdrowo.
Pozostała jeszcze jedna kwestia, która uczyniła tą oraz wiele innych stylizacji śmiesznymi - moje wielkie w owym czasie zamiłowanie do robienia selfie i słit foci przed lustrem. Przez długi czas tłumaczyłam sobie taki stan rzeczy faktem, że nie posiadam własnego fotografa i jest to jedyny sposób, w jaki mogę uwiecznić swoje kreacje. Przypuszczam jednak, że robienie tego typu zdjęć musiało mi się wówczas w pewnym stopniu podobać, choć instynktownie nie dopuszczałam do siebie takiej myśli. Najpewniej wynikało to z faktu, że na zdjęciach sprzed lustra większość osób wygląda nieco lepiej niż w rzeczywistości: nie są one do końca wyraźne, więc można ukryć ewentualne niedoskonałości, a światło odbite od powierzchni lustra rozjaśnia twarz. Ma się wtedy także większą kontrolę nad ostateczną wersją danego zdjęcia, niż gdy jest ono wykonywane przez inną osobę, która najczęściej nie jest profesjonalnym fotografem. Na szczęście wszystkie te "zalety" przegrały w moim ostatecznym rozrachunku z możliwością robienia zdjęć w plenerze gdy tylko odkryłam, że zaangażowanie innych osób w taką sesję jednak jest możliwe i że pośród zieleni można wyglądać lepiej i bardziej naturalnie (chociażby ***tutaj***) niż wdzięcząc się do szklanej tafli zwierciadła niczym Zła Królowa.
Rok 2012 ogólnie nie był dla mnie szczególnie udany pod względem stylizacji. Pozostałe zdjęcia z tego okresu ujawniają, że w ogóle nie miałam wówczas sprecyzowanego kierunku, w którym chciałabym podążać, łączyłam elementy w sposób raczej przypadkowy, na podstawie szybkich skojarzeń i prostego dopasowania kolorystycznego. Sam strój miał się przede wszystkim rzucać w oczy, często nie zastanawiałam się nawet czy całość jest w dobrym guście. I choć takie barwne, przerysowane stroje wielu odbiorcom zapewne podobały się o wiele bardziej niż moje obecne "rozsądne" stylizacje to bardzo się cieszę, że ten okres mam już za sobą. W moich oczach wszystko zmieniło się na lepsze, a stare kreacje będą mi już zawsze przypominały, że człowiek z biegiem lat nie starzeje się, jak zwykłam często mawiać do tej pory, lecz dojrzewa.

***Gothic fairytale***   ***Alicjowy błękit***   ***Arystokratyczna sroka***   ***Nightingale***

18 komentarzy:

  1. Po starocie to się sięga, a pokazać nowsze starocie to nie ma pana >D
    Ja mam za to na odwrót niz ty - mam wrażenie, że jak byłam ciut mlodsza robiłam lepsze stylizacje niż teraz, bardziej pomysłowe i odważne, a teraz coraz bardziej dryfuję w stronę sztampowości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się mówi: soon...8D Ale najpierw JowiszXD
      Co Ty wiesz o sztampowości?>D Twoim stylizacjom to nie grozi, każda kolejna jest zaskakująca i ciekawa. U mnie ciekawe były jedynie te kiczowate, których teraz się wstydzęXD

      Usuń
  2. Wszyscy uczymy się na błędach. Inaczej się nie da. Chociaż jedni uczą się na własnych zaś inni uczą się na swoich to i tak wszyscy powiedzą, że uczyli się na błędach. Bez tego etapu Twoje stylizacje nie nabrały by obecnego dorosłego charakteru. Chociaż Twoje dawne, przerysowane stylizacje nie nazwałabym kiczowatymi. Zdjęcia od lustra też nie uważam za tandetne. Ja sama nie mam nikogo, kto by mnie obfociał więc muszę korzystać z samowyzwalacza, który nie koniecznie chce współpracować. Muszę zobaczyć jak to będzie z drugim aparatem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak mówisz:) Faktycznie, zdjęcia z lustrem ratują sytuację gdy nie ma w pobliżu nikogo, kto mógłby przejąć funkcję fotografa, ale z tego co widziałam Ty dobrze radzisz sobie z samowyzwalaczem w aparacie, a to znacznie lepsze rozwiązanie niż lustra:)

      Usuń
    2. Ile zjadłam nerwów przy tym samowyzwalaczu to moje :D zabawa z samowyzwalaczem jest trudna i zależy od wielu czynników, nie tylko od samego aparatu. Jako, że mój pokój jest ciemny, to mam wieczny problem ze zdjęciami. Szkoda, że w domu mam same małe lustra -_-"

      Usuń
    3. Oj dobrze o tym wiem, sama wiele raz próbowałam bawić się samowyzwalaczem, ale niestety wszystkie pomieszczenia w moim domu skonstruowane są tak, że żaden parapet ani chociażby żaden mebel nie znajduje się na wprost miejsc, w których jest dobre oświetlenie>< A lustra w mieszkaniu mam tylko dwa (nie licząc tego w łazience, ale na szczęście nie upadłam aż tak nisko by robić sobie słit focie z wanną w tle:'D), to w przedpokoju jest bardzo duże, ale niestety przedpokój jest ciemny jak nie powiem co, więc musiałam korzystać z wąskiego lustra w dużym pokoju, które do zdjęć całej sylwetki zdecydowanie się nie nadaje^ ^'''

      Usuń
    4. Ja robię konstrukcję z książek :D Symfonia C++ [oba tomy] stoją na drukarce i jakoś to idzie. Inaczej też było by ciężko. Jak się pokuszę o nowy sprzęt to sprawię sobie jeszcze statyw, nie jest to droga rzecz, a się przydaje :)
      Jak się dorobię własnego pokoju to pierwsze co do niego kupię to duże lustro :D

      Usuń
  3. Torebsia <3 Nie no, mi się tam podoba, ja jeszcze nie wyrosłam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ta błyszcząca, czerwona torebka w kształcie serca - kiedyś żyć bez niej nie mogłam>D Każdemu podoba się w końcu co innego i każdy inaczej wyrasta z innych rzeczy:) Ten strój nie byłby w sumie taki zły, gdyby nie długość spódnicy i wystające spod niej pończochy wraz z halkąXD

      Usuń
  4. Spódnicę i buty i tak bym kradła. ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś je uwielbiałam D: Teraz już ich nie mam^ ^'

      Usuń
  5. Podobno kiedy człowiekowi zbiera się tak na wspominki, to znaczy że starość go chwyta *pisze ta, która sama ostatnio wspomina swoje mroczne czasy* >D

    Kiedy pierwszy raz zobaczyłam te zdjęcia wpadłam w taki zachwyt, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. W dalszym ciągu jest to jedna z moich ulubionych stylizacji, z ulubionymi kolorami w roli głównej. Jedyne co mi się nie podoba, to wystająca halka oraz kształt czubków butów (ale gdyby miały migdałowe noski, byłyby idealne >D ). Przyznam szczerze, że przygarnęłam tę spódnicę od Ciebie, bo bardzo chciałam wyglądać tak dobrze jak Ty. Nope, nie udało mi się. Nieważne jak się starałam, nie wyglądałam tak uroczo.
    Hime cut - podobało mi się, o tak. Podobało mi się tak bardzo, że sama zdecydowałam się na przystrzyżenie włosów po bokach twarzy (grzywka to byłoby dla mnie zbyt wiele - mam zbyt rzadkie włosy D

    Cieszę się, że Twój styl ewoluuje, dojrzewa i że idziesz w wybranym przez siebie kierunku, a nie ślepo podążasz za trendami. Przede wszystkim jednak cieszę się, że w dalszym ciągu prowadzisz bloga, który jest dla mnie ogromną inspiracją.
    Damn, brzmi jakbym była copycatem albo psycho fanką, tylko się nie wystrasz! >D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Damn, podczas publikacji komentarza ucięło mi dużą cześć wypowiedzi, na dodatek tę ze środka ;____;
      No cóż, nie będę jej odtwarzać - najwyraźniej tak miało być. Twój blog chyba uznał, że należy ocenzurować część miłości i uwielbienia jakie przelewam w Twoim kierunku :'D
      Generalnie rzecz ujmując było tam zawarte stwierdzenie, że Twoja nowa fryzura mi się podoba (chociaż do starej mam sentyment), oraz że kanapowe sesje to dobra sprawa, ponieważ dzięki warunkom panującym w pokoju zwraca się głównie uwagę na samą stylizację, a nie tło - nic nie rozprasza wzroku podczas kontemplowania outfitu.
      Na przyszłość będę kopiować komentarz przed publikacją ._.

      Usuń
    2. Mnie to teraz już nie starość, a śmierć zagląda w oczy8D *idzie robić makijaż na meksykańską cukrową czaszkę*
      Ja wpadłam w taki samozachwyt gdy skomponowałam tą stylówe, że ktoś powinien mnie wówczas mocno zdzielić przez łeb. Na szczęście z biegiem lat zmienił mi się nie tylko styl, ale i osłabła megalomania. A to, że zastąpiły ją tony kompleksów to już inna sprawaXD Sama stylizacja nie byłaby zła, gdybym nie przesadziła z ilością czerwieni - kocham to połączenie kolorystyczne, ale po latach widzę, że błyszcząca torebka i serduszka na butach to trochę zbyt wiele (oczywiście według mnie^ ^'). Do tego te okropne loki robione bez pomocy lokówki, nieszczęsna halka i koronka od pończoch, która również wystawała spod spódnicy, czego bogu dzięki nie widać na tych zdjęciach. Moulin Rouge zapraszaXD Co za wstyd...
      Szczurciu litości, we wszystkim wyglądasz lepiej niż ja D: Pamiętam jaka byłam zazdrosna, gdy zobaczyłam Twoje zdjęcia w "cmentarnej" sukience od Pyon Pyon, aż wykasowałam własną wersję^ ^''' Ale moja wersja była zaiste żałosna, więc na dobre wyszłoXD Całe szczęście, że sukienka trafiła w końcu do kogoś, kto świetnie w niej wygląda i ma na nią pomysł:) Ja zdecydowanie pomysłu nie miałam, o wyglądaniu nie wspominając:q
      Co do hime cut - tęsknię czasem za samą grzywką. Była łatwa w pielęgnacji, mogłam ją sama podcinać i nawet mocny podmuch wiatru nie robił na niej wrażenia. Nowa od razu wpada mi do oczu gdy tylko wyjdę z domu>< Ale podobno moja twarz wygląda w niej lepiej, więc co zrobić...
      Zdjęcia pośród zieleni od zawsze zachwycały mnie u innych, niestety sama nadal rzadko mam okazję by wyjść w plener, a jeśli już to zawsze w to samo miejsce... Mimo wszystko obiecałam sobie, że do zdjęć kanapowych powrócę dopiero zimą, gdy temperatura nie pozostawi mi innego wyboru. Mam tylko nadzieję, że w tym roku uda mi się zrobić choć jedno zdjęcie na śniegu w płaszczu...
      A komentarzem się nie przejmuj, mój blog ucina nawet moje własne myśliXD

      Usuń
    3. SILME TY ZŁY CZŁOWIEKU! Jak mogłaś usunąć posta!! D:

      Twoja wersja nie była żałosna, a żałobna i okrutnie mi się podobała D: Było w niej dużo czerni i gdyby nie to, że bałam się wytknięcia, że kopiuję Cię, to sama użyłabym rajtów z czarnym wzorem (to były pajęczynki, prawda?)... Och, chwilunia! Skoro nie ma na internecie tych zdjęć, to znaczy, że mogę zrobić moją wymarzoną wersję stylizacji z użyciem tej sukienki i nikt mi nie zarzuci, że pomysł zerżnięty *zaciera ręce* >D
      Nie no, a tak poważnie, to nie ma się co zachwycać moją stylizacją - po prostu światło było dobre, a to połowa sukcesu przy robieniu zdjęć na zewnątrz. Ot cały sekret tamtego outfitu (no i musiałam kombinować, bardzo kombinować, w obawie o plagiat - widzisz, pomogłaś mi w tamtej stylizacji!). Poza tym jakiś czas temu szukałam tych zdjęć z Pyon Pyonową sukienką, stylizacja naprawdę mnie zachwyciła i przekopałam za nią całego Twojego bloga, nawet szafę - a tu nic. Przez jakiś czas myślałam, że coś mi się ubzdurało i wymyśliłam sobie Twój outfit, bo nie mogłam przyjąć do świadomości, że zniszczyłabyś notkę. Bo niby dlaczego? Och Silme, nie rób tak, naprawdę proszę - nie rób tak D: A może chcesz mnie zmusić do zrobienia "fapfolderu" z Twoimi zdjęciami, tak na wszelki wypadek gdyby jeszcze jakaś notka miała zniknąć? :'D
      Co do Twojej nowej fryzury, to zdradzę Ci w sekrecie, że mój Luby jest jej ogromnym fanem. Co jakiś czas wspomina, jak dobrze wyglądasz w nowej fryzurze, aż mnie zazdrość chwyta >D
      Ja niestety nawet w zimie zmuszona jestem do biegania w plenerze. Mam jedynie nadzieję, że w tym roku chociaż śnieg sypnie, bo co to za frajda robić zdjęcia i marznąć, kiedy tło jest szaro-liche ._.
      Wychodź z tych kompleksów, już wolę Twoją megalomanię >D

      Usuń
    4. Wiem, jestem okrutnie złym człowiekiem;__;
      Możesz zrobić dokładnie tą samą wersję z rajtkami w pajęczynę, skrzypcową torebką i koronkowymi rękawiczkami:D Nie zapomnij o małym kapelusiku na głowę>D Ja bardzo chętnie na taką wersję popatrzę i powspominam:) I słowo honoru - ano słowa o kopiowaniu:'D
      Dobrze, już więcej tak nie zrobię. Na dniach stało się coś, co raz na zawsze wyleczyło mnie z chorobliwej zazdrości o wygląd innych:) I na szczęście moje pomysły nie są jeszcze aż tak niesamowite żeby robić z tych zdjęć fapfolder>D
      Hah, pozdrów Lubego, miło z jego strony:)
      Ja niestety jestem słabo odporna na zimno (na upał też.__.), choć bardzo bym chciała biegać po plenerze. No to trzymajmy obie kciuki za śnieg w tym roku, żeby u Ciebie wyszły piękne zdjęcia i żebym ja miała w końcu chociaż jedną małą okazję obfocić płaszcz w kacji^^'
      Megalomania już nie wróci8D Kompleksy też już nie wrócą. Może wreszcie znalazłam ślad normalności w tym całym alternatywnym zawirowaniu, jakie zawładnęło moją głową^^'

      Usuń
  6. Twoja stylizacja wcale nie jest kiczowata. Może buty mniej mi się podobają, ponieważ nie przepadam za tym kształtem, ale są idealnie w klimacie Burtona. Gdyby miały migdałowy cz czubek, tak jedna z moich przedmówczyń, przygarnęłabym je natychmiast ;)
    Z przyjemnością wyszłabym tak "na miasto". Może to co zaprezentowałaś, odbiega trochę od tego, co zwykle widzi się na ulicach miast, ale w moich oczach to zaleta.
    Na co dzień zamieniłabym buty na glany, najlepiej czerwone i dodałabym torebkę nielakierowaną.

    Może tym razem uda mi się dodać komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wg mnie ta stylizacja jest bardzo ładna :) Jedyne co mi się nie podoba to torebka.

    cat-wercat

    OdpowiedzUsuń