środa, 8 stycznia 2014

Bodyline black shoes with crown

Nareszcie! Zamówienie z Bodyline, którego dokonałam miesiąc temu, szóstego grudnia i które opisałam jako przykład w notce poświęconej zakupom w tym sklepie (***klik***) w końcu do mnie dotarło. Jak pisałam we wspomnianej notce, Bodyline zastrzega sobie, że przesyłki nadane pocztą lotniczą mogą spędzić w podróży od 7 do 30 dni, jednak do mnie zazwyczaj przybywały po niecałych 14 dniach. Dlaczego więc tym razem trwało to tak długo? Najprawdopodobniej przez nasze Polskie dni wolne związane ze Świętami i Nowym Rokiem.
Byłam jednak pewna, że zamówienie wykonane na początku miesiąca zdąży dotrzeć do Świąt. Przemawiało za tym doświadczenie z moimi pierwszymi butami z Bodyline - różanymi kozakami (***klik***), które zamawiane tydzień przed świętami dotarły idealnie na czas. Jak jednak widać zawsze lepiej zdecydować się na zamówienie miesiąc wcześniej, jeśli oczekujemy przesyłki w konkretnym terminie. Powyżej wkleiłam tracking paczki, który mogłam śledzić na stronie Poczty Polskiej. Bodyline zawsze wysyła paczki we wtorki (tak przynajmniej zapewniają na stronie sklepu), a zatem zamówienie złożone w piątek 06.12 powinno zostać przekazane do wysyłki 10.12. Tymczasem do systemu paczka trafiła dopiero w środę 11.12.
Jednak najciekawsze jest to, co działo się między ostatnim punktem kontrolnym w Tokio, w którym zarejestrowano paczkę dnia 15.12, a naszą Warszawą, gdzie paczka pojawiła się dopiero wczoraj. Przypominam, że chodzi o pocztę lotniczą, czy w takim razie samolot z Tokio do Warszawy leciał trzy tygodnie? Wątpię._. Przypuszczam, że paczka przybyła do Polski znacznie wcześniej, tylko "z przyczyn technicznych" poczekała sobie na zarejestrowanie w systemie dopiero po wszelkich możliwych dniach wolnych od pracy. Znając zapał naszych urzędników jakoś mnie to nie dziwi... Muszę przyznać, że zaczynałam się już trochę martwić tak długim czekaniem, czy przypadkiem w końcu nie trafiłam na cło, ale na szczęście nic z tych rzeczy - w dniu dzisiejszym przesyłka została do mnie doręczona i wszystko z nią w porządku.
A w paczce... niespodzianka! W notce poświęconej zamówieniom z Bodyline pochwaliłam się jedynie zakupem butów. Otóż nie byłam z wami do końca szczerza w tej kwestii;) Razem z butami zamówiłam jeszcze kilka drobiazgów, o których zamierzałam wspomnieć dopiero przy rozpakowaniu przesyłki, żeby nie była to czynność zbyt nudna i przewidywalna.
Na dobry początek rajstopy. Duuuużo rajstop♥ Na przedzie znajomy już Biały Królik - ilustracja Johna Tenniela, na niemal niewidocznych, tatuażowych rajstopach. Mam już kilka par z tego modelu (pisałam o nim wcześniej tutaj ***klik***) i uwielbiam je tak bardzo, że przy każdym następnym zamówieniu kupuję kolejne, na zapas, choć żadnej z posiadanych par jeszcze nie podarłam. Prócz Królika zakupiłam tym razem cztery inne pary, ale o nich opowiem innym razem. Doszłam do wniosku, że mam już tak wiele par rajstop a tak rzadko mam okazję je pokazać z uwagi na rzadkie fotografowanie moich stylizacji, że chyba zrobię w końcu oddzielną notkę poświęconą wyłącznie rajstopom, jako kolejna część mojego "wardrobe posta".
Pośród paczuszek z rajstopami zabłąkał się jeszcze jeden drobiazg, który dorzuciłam do mojego zamówienia - mały zegarek na łańcuszku. To już mój czwarty zegarek tego typu (reszta do obejrzenia tutaj ***klik***). Do tej pory jednak wszystkie moje zegarki były w kolorze starego złota, dzięki czemu idealnie wpisywały się w styl vintage czy retro, jednak nie pasowały do niektórych kreacji. Dlatego postanowiłam dokupić jeszcze jeden, tym razem srebrny.
Nie jest to może kolor starego srebra, ale i tak prezentuje się bardzo klimatycznie. Zegarek uplasował się na środkowym miejscu jeśli chodzi o wielkość wśród wszystkich moich czasomierzy - jest mniejszy od największego, ale znacznie większy niż dwa najmniejsze. Pokażę to dokładnie w notce poświęconej całej mojej biżuterii (tak, będzie to kolejna zaplanowana część serii "wardrobe post", prawdopodobnie po rajstopach:q). Ponadto jego kopertę zrobią motywy roślinne a z przodu umieszczono szkiełko powiększające w kolorze sepii. Jest piękny♥
I to by było na tyle jeśli chodzi o dodatki:) Czas na głównego bohatera tej przesyłki, czyli buty z koronami, znane na stronie Bodyline pod uroczą nazwą SHOES261. Kolor czarny, matowy. Jest to już druga para z tego modelu, jaką posiadam. Wcześniej przybyły do mnie te same buty w kolorze czerwonym, lakierowane (moja recenzja ***klik***). Poświęciłam im bardzo obszerną recenzję, nie ma więc sensu, bym po raz kolejny zanudzała was tymi samymi spostrzeżeniami;) Dlatego wrzucę tutaj same zdjęcia mojego najnowszego nabytku, a wszystkie osoby zainteresowane recenzją tego modelu zapraszam do zajrzenia pod powyższy link:)
Ozdobniki z koronami na szczęście można łatwo zdjąć. Bez nich buty o wiele bardziej mi się podobają.
Pod klamerkami w kształcie serc znajdują się zapięcia typu zatrzask, dzięki którym można w szybki i łatwy sposób zakładać buty bez potrzeby używania klamerek. Rzecz niby oczywista, a jednak okazało się, że kilka osób o tym nie wiedziało, nawet po zakupieniu własnych butów, dlatego po raz kolejny o tym przypominam:)
A tutaj obie pary razem. Po odpowiednim ustawieniu długości pasków można je zapinać na krzyż, co tworzy bardzo ciekawy efekt. Jednak trzeba przyznać, że manewrowanie klamerkami w kształcie serc jest dość męczące - tylko dla osób o mocnych nerwach i dużej ilości wolnego czasu;) A ja z obu par butów jestem bardzo zadowolona:)

7 komentarzy:

  1. Śliczne! :3 Wszystkuu śliczne! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo szły, ale warto było czekać:)

      Usuń
  2. Te butki są takie urocze <3
    Ciekawi mnie bardzo, jakie rajtki kupiłaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam pójść za Twoim przykładem i niedługo pokażę te oraz wszystkie pozostałe jakie posiadam, w osobnej notce:)

      Usuń
  3. Silme, a zdarzyło Ci się, że Twoja paczka była niezarejestrowana i nie dało jej się śledzić na stronie Poczty? Bo kupiłam coś 1 stycznia, dostałam mailem numer przesyłki i dotąd nie można jej znaleźć ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o zakupy z Bodyline - nigdy mi się taka sytuacja nie przydarzyła. Numer przesyłki wysyłany jest mailowo następnego dnia po dokonaniu zakupu, ale ponieważ Bodyline wysyła paczki tylko we wtorki, numeru można używać dopiero od tego momentu, choć podają nam go wcześniej. Poza tym na początku nie można go śledzić na stronie Poczty Polskiej (nie mam pojęcia czemu), tylko przez Pocztę Japońską (link do ich strony jest w mailu z numerem przesyłki), dopiero kilka dni później te same informacje pojawiają się na stronie naszej poczty i od tego momentu można śledzić już tylko przez Pocztę Polską.

      Usuń
  4. Ja kiedyś nie wiedziałam o tym, że jest ten zatrzask w bucikach Bodyline, na który można zapinać XD" Więc męczyłam się ze zwykłym zapinaniem, dopiero mój chłopak zwrócił mi uwagę, że mam w butkach coś takiego ^^"
    A ten model jest całkiem fajny! Podoba mi się zwłaszcza w czerwieni ^^

    OdpowiedzUsuń