poniedziałek, 16 stycznia 2012

Frankie in the woods

Post ten miał się ukazać kilka dni temu, jednak wiele dziwacznych powodów, jak rekin żerujący na akademickim internecie, problemy z kontem Google, ostatnie intensywne dni zajęć, a nawet utęskniony powrót do domu i wir światecznych progotować skutecznie pokrzyżowały mi plany publikacji. Nie ma jednak tego złego, wigilijny wieczór, a raczej już jego końcówka wydają się wymarzone by straty nadrobić.
Fotografowanie Frankie weszło mi w nawyk. To już trzecia sesja, jaką zrobiłam jej będąc w domu przed kilkoma tygodniami, zarazem ostatnia (póki co). Tym razem klimaty leśne i - jakże poetycko powiedziane - tęsknota za latem. Frankie nadal w swoim oryginalnym stroju, dostała jedynie ode mnie czarną wstążkę na włosy (co jej moim zdaniem służy). Dopiero teraz mam tych kilka dni, by uszyć dla niej coś nowego jeszcze przed końcem roku.
Póki co Frankie ładnie wkomponowała się w roślinność ze swoim "starym" strojem. Do twarzy jej wśród lawendy i stokrotek.
Tak tu wygodnie, że można zdjąć buty i udać się w błogą drzemkę wśród traw.
Watzit niebyłby sobą, gdyby nie towarzyszył wiernie swojej pani. Ty chętniej, gdy chodzi o leniuchowanie.
Byle tylko nie zawieruszyć w gęstwinie tych pięknych butów!
I czas wracać do domu. Frankie nie obejrzała się zostawiając leśną polankę za plecami, nie mogła więc zobaczyć, że od razu zniknęła ona w tajemniczy sposób...

2 komentarze: